Kiedy dziwność staje się strategią
W świecie filmowego marketingu, gdzie wszystko jest starannie zaplanowane i wystylizowane, pojawia się „Wielki Marty” – nowa produkcja studia A24 z Timothée Chalametem w roli głównej. Projekt ten nie tylko wywraca do góry nogami zasady promocji, ale celowo wprawia widzów w konsternację, budując atmosferę tajemniczości i niepokojącej ekscytacji.
Metamorfoza ikony
Timothée Chalamet, znany z wyrafinowanego wizerunku i roli ambasadora domu mody Chanel, w „Wielkim Martym” przechodzi radykalną przemianę. Na ekranie zobaczymy go jako gracza w ping-ponga, odzianego w niepozorny strój, z cienkim wąsikiem, okularami w rogowej oprawie i wyraźnie „nieidealną” cerą. Ta celowa dekonstrukcja gwiazdorskiego image’u to pierwszy sygnał, że mamy do czynienia z projektem wychodzącym poza schemat.
Zamiast oficjalnych informacji i sterylnych fotosów z planu, social media obiegają „wycieki” i amatorskie ujęcia.
To właśnie te „przecieki” – zdjęcia Chalameta biegającego w dziwnych okolicznościach czy fragmenty niejasnych dialogów – stały się podstawą kampanii. Marketingowcy są zachwyceni, ponieważ ta kontrolowana dziwność generuje ogromne zaangażowanie. Fani nie otrzymują gotowych odpowiedzi, lecz są zachęcani do samodzielnego składania puzzli, co tworzy silną społeczność wokół filmu.
Ryzykowna gra A24
Studio A24 od lat słynie z odważnych, artystycznych produkcji i nieszablonowych strategii promocyjnych. „Wielki Marty” wydaje się być kwintesencją tej filozofii. Ryzyko polega na tym, że zbyt enigmatyczna kampania może również zniechęcić część widowni, która oczekuje klarownych informacji o fabule.
- Budowanie tajemnicy: Brak tradycyjnego zwiastunu na wczesnym etapie.
- Zaangażowanie społeczności: Fani stają się detektywami, analizując każdy „wyciek”.
- Deconstruction of a star: Celowe rozbicie wizerunku Chalameta jako hollywoodzkiej ikony.
Pytanie, czy ta strategia przełoży się na komercyjny sukces, pozostaje otwarte. Historia kina zna przypadki, gdzie podobne działania („Blair Witch Project”) okazały się genialnym posunięciem, ale też takie, gdzie film tonął w nadmiernym szumie.
Co czeka nas w kinach?
O fabule „Wielkiego Martego” wciąż wiemy niewiele. Wiadomo, że będzie to opowieść o tytułowym Marty’m, jego pasji do ping-ponga i prawdopodobnie surrealistycznej podróży przez jakieś osobliwe uniwersum. Reżyserem jest anonimowy, nowy talent wyłoniony przez A24, co dodaje kolejną warstwę tajemnicy. Czy ten eksperyment marketingowy okaże się przepustką do kinowego hitu, czy raczej niszową ciekawostką dla wtajemniczonych? Odpowiedź poznamy, gdy kurtyna w końcu się uniesie. Jedno jest pewne – „Wielki Marty” już na etapie promocji udowadnia, że w kinie wciąż jest miejsce na zaskoczenie i artystyczną odwagę.
Foto: cdn1.naekranie.pl

