Pierwsze opinie po pokazach: Zaskakująca jednomyślność
Po miesiącach oczekiwań i burzliwych dyskusji, pierwsze reakcje na nową adaptację Wichrowych Wzgórz w reżyserii Emerald Fennell wreszcie ujrzały światło dzienne. Ku zaskoczeniu wielu obserwatorów, krytycy i dziennikarze, którzy mieli okazję zobaczyć film na specjalnych pokazach, są w swoich ocenach zaskakująco zgodni i entuzjastyczni. To nieoczekiwany zwrot akcji dla projektu, który od samego początku budził kontrowersje związane z autorską wizją klasycznej powieści Emily Brontë.
Autorska wizja Fennell: Od klasyki do emocjonalnego ekstremum
Emerald Fennell, zdobywczyni Oscara za Obiecującą. Młodą. Kobietę., nie podjęła się próby wiernego odtworzenia XIX-wiecznej historii. Zamiast tego, jak wynika z pierwszych relacji, stworzyła radykalną, współczesną interpretację, która wyostrza najbardziej mroczne wątki oryginału.
Film Fennell to nie adaptacja, a raczej gwałtowna reakcja chemiczna z klasyką w roli substratu. Stawia na obsesję, destrukcyjną namiętność i emocjonalny ekstremum, odzierając historię Heathcliffa i Catherine z kostiumowego lukru.
Reżyserka podobno przenosi uniwersalne, lecz zabójcze emocje – miłość, nienawiść, pragnienie zemsty – na pierwszy plan, czyniąc z nich głównych bohaterów opowieści.
Robbie i Elordi: Iskrząca (i niebezpieczna) chemia ekranowa
W centrum tej burzliwej opowieści znajduje się para głównych bohaterów w interpretacji Margot Robbie i Jacoba Elordi. To właśnie ich ekranowa relacja, według pierwszych komentarzy, ma być sercem i siłą napędową całego filmu.
- Margot Robbie jako Catherine Earnshaw ma podobno ukazać pełnię spektruma swojej postaci – od kapryśnej siły do tragicznej słabości, tworząc postać zarówno magnetyczną, jak i przerażającą.
- Jacob Elordi wcielający się w Heathcliffa ma z kolei emanować surową, zwierzęcą energią i stłumioną wściekłością, która znajduje ujście w destrukcyjnej obsesji.
Krytycy zgodnie podkreślają, że chemia między aktorami jest paląca i niepokojąca, idealnie oddająca toksyczną, namiętną więź, która stanowi oś historii.
Dlaczego te reakcje są tak zaskakujące?
Entuzjazm środowiska filmowego jest o tyle niespodziewany, że projekt od miesięcy postrzegany był jako ryzykowny. Obawy dotyczyły zarówno śmiałego podejścia do kanonicznego tekstu, jak i połączenia reżyserki znanej z ostrych społecznych komentarzy z romantyczną (choć mroczną) klasyką. Tymczasem pierwsze głosy sugerują, że to właśnie radykalizm i osobiste podejście Fennell okazały się największym atutem filmu. Krytycy chwalą ją za odwagę w dekonstrukcji znanej historii i nadanie jej nowego, intensywnego emocjonalnie wymiaru, który trafia do współczesnego widza.
Co dalej z „Wichrowymi Wzgórzami” (2026)?
Pozytywne pierwsze reakcje to dopiero początek drogi filmu. Stanowią one jednak potężny zastrzyk pozytywnego momentum przed jego planowaną premierą w 2026 roku. Sugerują, że widzowie mogą spodziewać się nie kolejnej kostiumowej ilustracji, ale gorącego, visceralnego i głęboko autorskiego kina, które będzie prowokować do dyskusji. Czy entuzjazm krytyków przełoży się na sukces kasowy i uznanie publiczności? Odpowiedź poznamy za niecałe dwa lata. Na razie jednak, nowe Wichrowe Wzgórza Emerald Fennell udowadniają, że nawet najbardziej znane historie mogą wciąż zaskakiwać.
Foto: cdn1.naekranie.pl

