Kontrowersyjna adaptacja bez kontynuacji
Emerald Fennell, reżyserka najnowszej ekranizacji Wichrowych Wzgórz, rozwiała nadzieje fanów na kontynuację filmu, która miałaby przedstawić drugą połowę klasycznej powieści Emily Brontë. W rozmowie z brytyjskimi mediami wyjaśniła swoje artystyczne założenia, które od początku zakładały adaptację jedynie części materiału źródłowego.
Dlaczego tylko połowa historii?
Fennell, znana z odważnych wyborów reżyserskich, podkreśla, że jej film koncentruje się wyłącznie na relacji Catherine Earnshaw (Margot Robbie) i Heathcliffa (Jacob Elordi). „Zawsze chodziło mi o tę konkretną część historii – o namiętność, która niszczy, o miłość, która staje się przekleństwem” – tłumaczy reżyserka w wywiadzie dla „The Guardian”.
Jak dodaje, adaptacja pełnej powieści wymagałaby znacznego rozszerzenia narracji o wątki drugiego pokolenia, co jej zdaniem rozmyłoby główny przekaz filmu. „Książka Brontë jest niezwykle bogata, ale ja chciałam opowiedzieć jedną, bardzo intensywną historię” – mówi Fennell.
Reakcje krytyki i widzów
Decyzja Fennell spotkała się z mieszanymi reakcjami. Część krytyków chwali odwagę artystyczną i skupienie na esencji romansu, podczas gdy tradycjonaliści zarzucają reżyserce okaleczenie arcydzieła.
„To jak czytanie tylko połowy «Romea i Julii». Bez drugiego pokolenia, bez zemsty Heathcliffa, historia traci swój epicki, transgeneracyjny wymiar” – komentuje prof. Eleanor Vance, literaturoznawczyni z Uniwersytetu w Cambridge.
Z drugiej strony, zwolennicy adaptacji podkreślają jej współczesny wydźwięk i psychologiczną głębię, którą udało się osiągnąć dzięki zawężeniu perspektywy.
Co dalej z projektem?
Mimo spekulacji, studio produkcyjne nie planuje oficjalnie sequela. Fennell pozostaje przy swoim stanowisku:
- Film jest zamkniętą całością artystyczną
- Kontynuacja nie była brana pod uwagę na etapie produkcji
- Reżyserka skupia się teraz na nowych projektach
Wydaje się zatem, że wersja Wichrowych Wzgórz w reżyserii Emerald Fennell na zawsze pozostanie adaptacją fragmentaryczną – świadomym wyborem artystki, który jednych zachwyca, a innych irytuje. Czy to właściwa droga dla adaptacji klasyków? Debatę pozostawiamy widzom i czytelnikom.
Foto: cdn1.naekranie.pl

