Gwiazdorska interwencja na planie Gwiezdnych Wojen
Świat Star Wars nieustannie zaskakuje, a najnowsza produkcja z tej galaktyki, „Star Wars: Starfighter”, przynosi informację, która elektryzuje zarówno fanów sagi, jak i branżę filmową. Jak ujawnił w rozmowie z The New York Times reżyser i producent filmu, Shawn Levy, na planie pojawił się nieoczekiwany gość – Tom Cruise. Nie był to jednak zwykły, towarzyski przystanek. Ikona kina akcji, znana z perfekcjonizmu i osobistego zaangażowania w kaskaderskie popisy, przejął na chwilę stery i osobiście nakręcił jedną ze scen akcji.
Nieplanowana reżyseria mistrza akcji
Levy, który obecnie pracuje w pocie czoła nad etapem postprodukcji, opowiedział o tym zaskakującym incydencie. Cruise, który jest przyjacielem reżysera, odwiedził plan zdjęciowy. Widząc przygotowania do konkretnej, dynamicznej sekwencji, nie mógł powstrzymać swojego kinowego instynktu. Jak relacjonuje Levy, Cruise zasugerował pewne ujęcie, a następnie – za przyzwoleniem reżysera – sam stanął za kamerą, by je zrealizować. To posunięcie idealnie wpisuje się w legendarną już reputację Cruise’a, który słynie z dogłębnego zrozumienia języka filmowego i mechaniki tworzenia porywających widowisk.
To było coś niesamowitego. Masz na planie jednego z największych gwiazdorów i najbardziej oddanych filmowców naszych czasów, który po prostu chce pomóc w uchwyceniu najlepszego możliwego ujęcia. Jego energia i precyzja są zaraźliwe – powiedział Shawn Levy w wywiadzie.
Co to oznacza dla „Starfightera”?
Choć szczegóły sceny pozostają pilnie strzeżoną tajemnicą, samo wtargnięcie Cruise’a w świat Star Wars budzi ogromne oczekiwania co do rozmachu sekwencji akcji w filmie. Levy zapewnia, że scena nakręcona przez Cruise’a na pewno znajdzie się w finalnej wersji filmu. To nie tylko ciekawostka dla fanów, ale i gwarancja pewnego poziomu kinematograficznego rzemiosła. W branży krążą pytania:
- Czy była to scena walki w kokpicie myśliwca gwiezdnego?
- A może dynamiczny pościg lub moment katapultowania?
- Czy w ujęciu widać charakterystyczny, dynamiczny styl Cruise’a znany z serii „Mission: Impossible”?
Odpowiedzi poznamy dopiero w kinach, ale już teraz wiadomo, że „Star Wars: Starfighter” zyskał wyjątkowy, autorski stempel.
Nowa era Gwiezdnych Wojen?
Ten incydent może symbolizować szerszy trend w Lucasfilm. Zapraszanie uznanych filmowców, nawet w tak nieformalny sposób, świadczy o otwarciu na świeże pomysły i dążeniu do perfekcji w każdym detalu. Udział Cruise’a, który jest synonimem praktycznych, widowiskowych efektów, może też sugerować, że „Starfighter” będzie hołdem dla klasycznego, fizycznego kina akcji w uniwersum znanym dotąd bardziej z efektów specjalnych i walk na miecze świetlne. Bez wątpienia, pierwszy „spoiler” dotyczący filmu okazał się być nie informacją o fabule, a opowieścią o pasji do tworzenia kina, która połączyła dwóch wizjonerów.
Foto: cdn1.naekranie.pl

