Gdy bombki wiszą, a strach rośnie: fenomen świątecznych horrorów
Choć dla większości święta kojarzą się z ciepłem rodzinnego ogniska, komediami romantycznymi i wzruszającymi opowieściami, istnieje równoległy, mroczny uniwersum. To świat, w którym choinki nie ozdabia się lampkami, lecz krwią, a Mikołaj przynosi pod poduszkę nie prezenty, lecz koszmary. Świąteczne horrory to nie margines, lecz prężnie rozwijający się gatunek, który co roku zyskuje nowych fanów.
Były więzień zamieniony w bałwana, nieżyjący mąż wracający jako żądna zemsty choinka, groźny robotyczny Mikołaj, Gremliny atakujące miasto i mroczny baśniowy Krampus – w świecie świątecznych horrorów dzieje się naprawdę ciekawie.
Klasyka gatunku: od „Gremlinów” po „Krampusa”
Nie sposób mówić o bożonarodzeniowych horrorach bez wspomnienia absolutnych klasyków. „Gremliny” (1984) Joe Dantego to film, który dla wielu był pierwszym spotkaniem z połączeniem świątecznej magii i czarnego humoru podszytego grozą. To opowieść o uroczym stworzonku, które pod wpływem pewnych zasad zamienia się w złośliwego potwora – idealna metafora zakłóconej świątecznej idylli.
Na przeciwległym biegunie stoi „Krampus” (2015) Michaela Dougherty’ego. Film ten czerpie z germańskiego folkloru, przedstawiając demoniczną postać karzącą niegrzeczne dzieci. Dougherty zbudował atmosferę mrocznej baśni, która bardziej przeraża klimatem i napięciem niż tanimi „jump scare’ami”. To dowód, że świąteczny horror może być artystycznie wartościowy.
Kultowe „B” i niespodzianki
Prawdziwą duszę gatunku odnajdziemy jednak w filmach klasy „B”. „Jack Frost” (1997) nie ma nic wspólnego z sympatycznym bałwankiem z disneyowskiej kreskówki. To historia seryjnego mordercy, którego DNA łączy się z wodą po topniejącym bałwanie, tworząc krwiożerczego potwora. Absurdalny pomysł został zrealizowany z takim przekonaniem, że film zyskał status kultowego.
Podobnie jest z „Choinką zemsty” („Treevenge”, 2008) – krótkometrażowym filmem kanadyjskiego kolektywu Astron-6, który opowiada historię morderczych choinek mszczących się na ludziach za świąteczne okaleczenia. To połączenie czarnego humoru, przesady i socjalnej satyry.
Dlaczego świąteczne horrory działają?
Psychologia tego zjawiska jest fascynująca. Święta Bożego Narodzenia to czas skrajnych emocji: radości, ale też nostalgii, stresu rodzinnych spotkań i wyidealizowanych oczekiwań. Horror wykorzystuje ten kontrast, wkradając się w szczelinę między świąteczną fasadą a ludzkimi lękami. Atakuje w momencie, gdy czujemy się najbezpieczniej, w naszych własnych, przystrojonych domach.
- Naruszenie tabu: Święta są sacrum. Umieszczenie w nich przemocy i grozy tworzy silny dysonans.
- Metafora rodzinnych napięć: Potwory i demony często są personifikacją konfliktów, które wybuchają przy wigilijnym stole.
- Ucieczka od cukierkowej wizji: Dla widzów zmęczonych przesłodzonymi produkcjami to odświeżająca alternatywa.
Nowe oblicza mrocznych świąt
Gatunek wciąż się rozwija. „Cicha noc, krwawa noc” („Silent Night”, 2021) z Keirą Knightley to przykład bardziej kameralnego, psychologicznego horroru, w którym zagrożeniem nie jest potwór, lecz tajemnica i atmosfera zbliżającej się zagłady ekologicznej. Serial „Świąteczne opowieści z dreszczykiem” na platformie Shudder udowadnia zaś, że format antologii idealnie pasuje do krótkich, mrocznych historii osadzonych w świątecznej scenerii.
Oglądanie horrorów w święta to już nie tylko fanaberia niszowych kinomanów. To świadomy wybór coraz większej grupy widzów, którzy w mroku sali kinowej lub przy domowym telewizorze szukają innego rodzaju świątecznych emocji. Bo czasem, aby na nowo docenić światło, trzeba najpierw zejść w głąb mroku. A w świecie przystrojonym bombkami, ten mrok bywa wyjątkowo… przekonujący.
Foto: cdn1.naekranie.pl

