Wierność źródłu czy przesada? Nowy Street Fighter stawia na detale
Kiedy w 2026 roku na ekrany kin wejdzie nowa adaptacja Street Fightera, fani będą mogli ocenić, czy ekstremalna wierność oryginałowi to zaleta, czy może przesada. Najnowsze zdjęcia z planu filmowego, które wyciekły do sieci, jednoznacznie wskazują, że twórcy postawili na drobiazgowe odtworzenie świata znanego z automatów. Szczególną uwagę przykuwa postać Guile’a, którego gra wrestler Cody Rhodes.
Fryzura jako znak rozpoznawczy
W świecie gier wideo niektóre elementy stają się ikoniczne. Dla Guile’a, amerykańskiego majora sił powietrznych, takim znakiem rozpoznawczym jest bez wątpienia jego fryzura. Wysoki, sztywny i nieprawdopodobnie spiczasty irokez to wizytówka postaci od dziesięcioleci. Wielu fanów obawiało się, że w filmowej adaptacji ten charakterystyczny detal zostanie złagodzony lub całkowicie pominięty jako zbyt przerysowany.
Street Fighter to prawdopodobnie jedna z najwierniejszych filmowych adaptacji gier w historii. Czy to źle, czy to dobrze, widzowie ocenią w 2026 roku.
Okazuje się, że obawy były nieuzasadnione. Zdjęcie Cody’ego Rhodesa w pełnym kostiumie i charakteryzacji ujawnia, że fryzura Guile’a została odtworzona z niemal fanatyczną dokładnością. To nie jest stylizacja „nawiązująca” – to żywcem wyjęty z pikseli projekt, który teraz ma wypełnić ekran kinowy.
Cody Rhodes: Od ringu do świata walki
Wyboru Cody’ego Rhodesa na odtwórcę roli Guile’a można uznać za strzał w dziesiątkę. Jako doświadczony wrestler, Rhodes ma za sobą tysiące godzin spędzonych na prezentowaniu charyzmy, budowaniu postaci i oczywiście – fizycznych pojedynkach. Jego twarda, wojskowa aura idealnie pasuje do majora, który do walki z Shadaloo podchodzi z żołnierską determinacją.
Widząc go na zdjęciu, trudno nie docenić fizycznego przygotowania. Muskulatura i postawa Rhodesa zdają się krzyczeć: „Sonic Boom!”. To połączenie wierności wizualnej z odpowiednim castingiem fizycznym daje nadzieję, że walki w filmie będą nie tylko efektowne, ale i wiarygodne w kontekście tej konkretnej, przerysowanej rzeczywistości.
Wierność adaptacji – klucz do sukcesu?
Historia filmowych adaptacji gier jest usiana porażkami, które często wynikały z nadmiernego oddalania się od źródła. Twórcy nowego Street Fightera zdają się iść w dokładnie przeciwnym kierunku. Każdy detal – od kostiumów, przez fryzury, po zapewne ruchy specjalne – ma być hołdem złożonym oryginałowi.
Ta strategia ma swoje plusy i minusy:
- Plusy: Zadowolenie twardogłowych fanów franczyzy, natychmiastowa rozpoznawalność świata, autentyczność w odtworzeniu klimatu.
- Minusy: Ryzyko, że film będzie odbierany jako kiczowata przenośna wersja gry, brak dystansu do przerysowanej konwencji, trudność w dotarciu do widza nieznającego oryginału.
Ostateczny werdykt należy do widzów. Jeśli jednak pierwsze wrażenia, takie jak ikoniczna fryzura Guile’a, są zapowiedzią całości, możemy spodziewać się filmu, który będzie bardziej „żywym komiksem” czy „grą action-figure” niż tradycyjnym kinem akcji. I być może właśnie w tym tkwi szansa na sukces.
Foto: cdn1.naekranie.pl

