Kultowa ścieżka dźwiękowa nie powróci. Co to oznacza dla sequela?
Powrót na wielki ekran historii Facebooka i jego kontrowersyjnego twórcy, Marka Zuckerberga, to jedna z najbardziej wyczekiwanych premier w świecie filmu. Sequel „The Social Network” Davida Finchera, zatytułowany „The Social Network: The Next Chapter”, budzi ogromne emocje, ale już teraz wiadomo, że widzowie nie usłyszą w nim jednego z najbardziej charakterystycznych elementów oryginału. Muzyka, która stała się niemal bohaterem pierwszego filmu, nie zostanie skomponowana przez tego samego artystę.
Koniec ery Reznora i Rossa?
Za genialną, elektroniczną i niepokojącą ścieżkę dźwiękową do filmu z 2010 roku odpowiadał duet Trent Reznor (frontman Nine Inch Nails) i Atticus Ross. Ich kompozycja nie tylko doskonale podkreślała zimny, algorytmiczny klimat powstania social media, ale także zdobyła Oscara i stała się ikoniczna dla całego pokolenia widzów. Motyw „Hand Covers Bruise” to dziś synonim samotności w erze hiperłączności.
Zmiana kompozytora to zawsze ryzyko, zwłaszcza gdy muzyka była tak integralną częścią tożsamości pierwowzoru. To jakby „Obcy” miał inny design H.R. Gigera – traci część swojej duszy.
Jak dotąd studio i reżyser nie ujawnili, kto zastąpi legendarnego duet. Plotki mówią o poszukiwaniu kompozytora, który zachowa industrialny, nowoczesny charakter, ale wniesie do projektu własny, świeży głos. Wśród fanów krążą nazwiska takie jak Jóhann Jóhannsson (gdyby żył), Cliff Martinez czy Mica Levi.
Nowy rozdział, nowe brzmienie?
Fabularnie sequel ma skupiać się na latach po premierze pierwszego filmu, czyli na ewolucji Facebooka w Meta, skandalach z Cambridge Analyticą, zeznaniach przed Kongresem i ogromnym wpływie platformy na globalną politykę i społeczeństwo. To materiał o wiele mroczniejszy i bardziej złożony.
Być może zmiana w dziale muzycznym jest celowym zabiegiem artystycznym, sygnalizującym, że wchodzimy w zupełnie nową erę tej historii. Klimat nie będzie już opowiadał o nerwowym, akademickim geniuszu w akademiku, ale o bezwzględnej potędze korporacji kształtującej rzeczywistość.
Co stracimy, a co zyskamy?
- Strata ciągłości emocjonalnej: Muzyka Reznora/Rossa była emocjonalnym łącznikiem z pierwszą częścią.
- Szansa na nową ikonę: Nowy kompozytor ma szansę stworzyć równie pamiętną ścieżkę dźwiękową dla nowej dekady.
- Ryzyko rozczarowania: Fani oryginału mogą nie zaakceptować radykalnej zmiany brzmienia.
Pytanie, czy David Fincher, znany z maniakalnej kontroli nad każdym detalem, zdecydował się na ten krok lekko. Czy nowa muzyka będzie próbą pastiszu, czy radykalnym zerwaniem? Odpowiedź poznamy dopiero w kinach. Jedno jest pewne – brak kultowego brzmienia to najśmielsza i najbardziej ryzykowna zapowiedź dotycząca sequela. Czy się opłaci? Czas pokaże. Na razie wiemy, że następny rozdział historii Facebooka zabrzmi inaczej.
Foto: cdn1.naekranie.pl

