Drugi sezon kultowego serialu
- kontynuacja czy rozczarowanie?
Pierwszy sezon Nikt tego nie chce zaskoczył wszystkich. Serial, który teoretycznie miał być kolejną komedią romantyczną, okazał się dojrzałą, inteligentną opowieścią o współczesnych związkach. Teraz, gdy na platformach streamingowych pojawił się drugi sezon, wielu fanów zastanawia się: czy twórcom udało się utrzymać poziom?
Od zakochania do codzienności
Jeśli pierwszy sezon można było określić jako opowieść o fazie zakochania – tej pełnej uniesień, emocji i romantycznych uniesień – to sezon drugi przenosi nas w zupełnie inną rzeczywistość. Twórcy serialu postanowili pokazać, co dzieje się po tym, jak opadną emocjonalne kurtyny i bohaterowie muszą zmierzyć się z codziennością.
Serial nadal oscyluje między komedią romantyczną a lekkim komediodramatem, ale tym razem twórcy chcą powiedzieć o związkach coś więcej – coś, co może trochę wyrwać historię z bajkowego klimatu z wielkimi, romantycznymi gestami.
Co się zmieniło w drugim sezonie?
Niestety, trzeba to powiedzieć wprost – drugi sezon jest bez wątpienia słabszy od pierwszego. Co dokładnie poszło nie tak?
- Brak świeżości – pomysł, który w pierwszym sezonie był nowatorski, teraz wydaje się nieco wyświechtany
- Powtarzalne schematy – niektóre wątki i rozwiązania fabularne przypominają te z poprzedniej części
- Mniej zaskoczeń – twórcy nie zaskakują widzów tak, jak robili to wcześniej
Mimo wszystko warto?
Choć drugi sezon nie dorównuje poziomem pierwowzorowi, wciąż ma swoje mocne strony. Obsada nadal gra znakomicie, a dialogi pozostają inteligentne i zabawne. Serial wciąż porusza ważne tematy dotyczące współczesnych relacji, choć robi to w mniej odkrywczy sposób.
Dla kogo ten sezon?
Jeśli pokochaliście pierwszy sezon i chcecie dowiedzieć się, co dalej dzieje się z ulubionymi bohaterami, drugi sezon z pewnością was zainteresuje. Jednak osoby oczekujące tej samej dawki świeżości i oryginalności mogą poczuć się nieco rozczarowane.
Serial Nikt tego nie chce w drugim sezonie przypomina trochę związek, który przeszedł już fazę początkowego uniesienia – wciąż ma swoje dobre momenty, ale brakuje mu tej iskry, która czyniła go wyjątkowym na początku.
Foto: www.unsplash.com

