Powrót do korzeni: Matthew Lillard dzieli się oczekiwaniami wobec nowego serialu Netflixa o Scoobym-Doo
Matthew Lillard, aktor który na stałe zapisał się w historii kultowej serii, wcielając się w postać Kudłatego Rogersa w filmach aktorskich oraz podkładając mu głos w animacjach, zabrał głos w sprawie nadchodzącego projektu Netflixa. W wywiadzie dla portalu naEKRANIE.pl Lillard podkreślił, jak ważne jest dla niego zachowanie ducha oryginalnej serii w nowej odsłonie.
Doświadczenie z pierwszej ręki
Lillard ma unikalną perspektywę, będąc jednym z niewielu aktorów, którzy wcielili się w Kudłatego zarówno w filmie aktorskim, jak i w dubbingu. Jego przygoda z ekipą z Mystery Inc. rozpoczęła się w 2002 roku, kiedy to zagrał u boku Sarah Michelle Gellar, Freddiego Prinze Jr. i Lindy Cardellini w pierwszym aktorskim filmie „Scooby-Doo”. Doświadczenie to pozwala mu spojrzeć na nowy projekt nie tylko jako fan, ale także jako twórca, który zna tę historię od podszewki.
Za maską zwykle jest biały mężczyzna. To esencja Scooby’ego-Doo. To nie są prawdziwe potwory, tylko ludzie, którzy chcą coś ukryć. Serial musi o tym pamiętać.
Ta wypowiedź aktora trafnie oddaje filozofię stojącą za oryginalnymi przygodami nastolatków. Kluczowe było zawsze odkrywanie, że za każdą nadprzyrodzoną zagadką kryje się ludzki sprawca, często motywowany chciwością lub strachem.
Co wiemy o serialu Netflixa?
Netflix od jakiegoś czasu pracuje nad aktorskim serialem, który ma opowiadać o początkach kariery słynnej ekipy łowców duchów. Projekt ma być prequelem, co otwiera ogromne możliwości przed scenarzystami. Możemy spodziewać się:
- Młodszych wersji bohaterów: Poznamy Shaggy’ego, Velmę, Daphne, Freda i Scooby’ego, zanim stali się zgranym zespołem.
- Początków Mystery Machine: Legendarna furgonetka z pewnością będzie miała swoją historię.
- Pierwszej zagadki: Serial najprawdopodobniej pokaże, co po raz pierwszy zjednoczyło tę piątkę przyjaciół.
Lillard, choć nie jest zaangażowany w produkcję w roli aktorskiej (przynajmniej na razie), wyraża nadzieję, że twórcy nie ulegną pokusie nadmiernego udziwniania formuły. Jego zdaniem siła „Scooby’ego-Doo” zawsze leżała w prostocie: grupa przyjaciół, van i tajemnica do rozwiązania.
Dziedzictwo, które trzeba uszanować
Przez ponad pięć dekad przygody Scooby’ego i spółki ewoluowały – od klasycznych kreskówek przez filmy aktorskie po nowoczesne animacje. Każda era wnosiła coś nowego, ale zawsze w ramach pewnych niezmiennych zasad. Matthew Lillard, jako strażnik tej tradycji, przypomina, że modernizacja nie powinna oznaczać porzucenia tego, co sprawiło, że seria jest tak uwielbiana przez pokolenia widzów. Jego komentarz to nie tylko nostalgia, ale mądra rada dla nowego pokolenia twórców: poznajcie i szanujcie fundamenty, zanim zaczniecie budować coś nowego.
Fani z niecierpliwością czekają na więcej informacji o obsadzie i dacie premiery. Jedno jest pewne – oczekiwania są wysokie, a słowa Matthew Lillarda tylko je podgrzewają. Czy Netflix sprosta wyzwaniu i stworzy serial, który zachwyci zarówno starszych fanów, jak i zdobędzie nowe pokolenie? Czas pokaże.
Foto: cdn1.naekranie.pl
