Decyzja, która wstrząsnęła światem DC
W świecie filmowych adaptacji komiksów niewiele decyzji castingowych wywołało tak skrajne reakcje, jak obsadzenie Jessego Eisenberga w roli Lexa Luthora w Batman v Superman: Świt sprawiedliwości z 2016 roku. Reżyser Zack Snyder, w jednym z najnowszych wywiadów, zdradził kulisy tej kontrowersyjnej decyzji, która spotkała się z ogromnym oporem ze strony samego studia Warner Bros.
„Nikt nie był entuzjastycznie nastawiony” – wspomina Snyder
Jak przyznał reżyser, atmosfera wokół wyboru Eisenberga była chłodna już na etapie przedprodukcyjnym. „Prawda była taka, że mało kto podchodził do tego wyboru z entuzjazmem” – stwierdził Snyder. Producentom i osobom decyzyjnym w studiu trudno było wyobrazić sobie aktora znanego z roli Marka Zuckerberga w The Social Network jako arcyłotra, genialnego biznesmena i odwiecznego wroga Supermana.
To była świadoma decyzja, by odejść od klasycznego, opanowanego i władczego wizerunku Luthora. Chciałem pokazać go jako produkt współczesności – nerwowego, chaotycznego geniusza epoki technologii, człowieka, którego obłęd podszyty jest niepewnością i potrzebą kontroli.
Dlaczego właśnie Eisenberg?
Snyder wyjaśnia, że szukał aktora, który mógłby wnieść do roli coś zupełnie nowego, co złamałoby schematyczne oczekiwania widzów. Eisenberg, z jego charakterystyczną, szybką mową, nerwowymi ruchami i intelektualną aurą, wydał mu się idealnym kandydatem do zbudowania „Luthora dla nowego pokolenia”. Reżyser chciał, by antagonista był lustrzanym odbiciem współczesnych technokratów – genialnych, ale nieprzystosowanych społecznie i niebezpiecznie niestabilnych.
Reakcja fanów i krytyków – rozczarowanie czy niezrozumienie?
Premiera filmu potwierdziła najgorsze obawy sceptyków. Kreacja Eisenberga została przyjęta chłodno, a często wręcz wrogo, zarówno przez krytyków, jak i fanów. Zarzucano jej:
- Zbytnie odejście od kanonu: Postać była daleka od charyzmatycznego, statecznego biznesmena znanego z komiksów czy poprzednich ekranizacji.
- Przerysowanie i brak powagi: Nerwowe tiki, ekscentryczne zachowania i specyficzny humor wielu odbiorcom wydały się niepasujące do wagi konfliktu.
- Brak zastraszającej aury: Tradycyjnie Luthor budził strach swoim spokojem i absolutną pewnością siebie. Eisenberg grał człowieka targanego wewnętrznym niepokojem.
Dziś, z perspektywy czasu, decyzja Snydera pozostaje jednym z najbardziej dyskusyjnych elementów jego wizji uniwersum DC. Dla jednych była to śmiała, nowatorska interpretacja, która nie została doceniona. Dla innych – karygodny błąd, który osłabił film. Sam Snyder nie wyraża żalu, podkreślając, że „w sztuce ryzyko jest nieodłączne, a bezpieczne wybory rzadko zmieniają krajobraz”. Historia oceni, czy ten konkretny risk był wart podjęcia.
Foto: cdn1.naekranie.pl

