Nowa adaptacja „Wichrowych Wzgórz” w ogniu krytyki
Najnowsza ekranizacja klasycznej powieści Emily Brontë, która właśnie trafiła na ekrany, nie zdołała przekonać ani krytyków, ani widzów. Film, reklamowany jako śmiała i współczesna interpretacja, zbiera głównie negatywne recenzje, a jego oceny na portalach agregujących opinie plasują się na wyjątkowo niskim poziomie. Głównym zarzutem, powtarzającym się jak mantra, jest dalekie odbiegnięcie od ducha i litery XIX-wiecznego oryginału.
Gdzie podziała się złożoność historii?
Recenzenci zgodnie wskazują, że twórcy filmu dokonali znaczących cięć i uproszczeń. Z epickiej, mrocznej sagi o zemście, namiętności i przekleństwie, pozostała w dużej mierze opowieść romantyczna. Jak zauważa jeden z krytyków:
„Adaptacja skupia się niemal wyłącznie na burzliwym romansie Catherine i Heathcliffa, spychając na drugi plan psychologiczną głębię postaci, wątki drugoplanowe i społeczny kontekst, które czynią powieść Brontë arcydziełem”.
Nadmierne uwypuklenie wątku erotycznego, zdaniem wielu, spłyciło uniwersalne przesłanie książki.
Serce kontrowersji: obsada Jacoba Elordiego
Najgorętszą dyskusję, która wykroczyła poza ramy zwykłej recenzji filmowej, wywołał casting. Rola Heathcliffa, jednej z najbardziej złożonych i mrocznych postaci w literaturze, powierzona została Jacobowi Elordiemu, aktorowi znanemu głównie z roli Nate’a Jacobsa w serialu Euphoria oraz z komedii romantycznych.
Zarzuty wobec tej decyzji można podzielić na kilka grup:
- Problem wiarygodności: Elordi, postrzegany jako „aktor jednego typu”
- przystojny, współczesny amant – ma budzić trudności w odegraniu dzikości, okrucieństwa i wewnętrznej rozterki Heathcliffa, sieroty o tajemniczym, prawdopodobnie romskim pochodzeniu.
- Brak chemii z kontekstem: Wielu fanów książki uważa, że jego wizerunek i dotychczasowy dorobek kłócą się z wizją postaci zakorzenionej w surowej, jorkaszyskiej wrzosowatej scenerii początków XIX wieku.
- Porównania z poprzednikami: Cień legendarnych odtwórców tej roli, takich jak Laurence Olivier czy Ralph Fiennes, jest dla młodego aktora wyjątkowo trudny do przebicia.
Głosy obrony: nowe spojrzenie czy kompromitacja?
Nieliczni obrońcy castingu wskazują, że może to być celowy zabieg reżyserski, mający na celu odświeżenie i zdemokratyzowanie klasyki dla młodszej widowni. Twierdzą, że Elordi, znany z grania skomplikowanych, mrocznych charakterów (jak właśnie w Euphorii), może wnieść do roli nową, neurotyczną energię. Czy jednak ta energia wystarczy, by oddać gwałtowność i tragizm Heathcliffa? To pytanie wisi w powietrzu nad całą produkcją.
Bez względu na intencje, faktem jest, że wybór Elordiego stał się symbolem szerszego problemu tej adaptacji: konfliktu między wiernością literackiemu pierwowzorowi a chęcią stworzenia atrakcyjnego komercyjnie produktu. „Wichrowe Wzgórza” w tej wersji zdają się przegrywać tę walkę, a postać Heathcliffa w wykonaniu Jacoba Elordiego pozostaje w centrum tej artystycznej porażki. Film, zamiast ożywić klasykę, wywołał głównie pytanie, czy niektóre kanoniczne role powinny być obsadzane z myślą o trendach i popularności, czy o wierności duchowi źródła.
Foto: cdn1.naekranie.pl

