Oscarowy potwór z Netflixa podbija kina. Co to oznacza dla przyszłości?
„Frankenstein” Guillermo del Toro, film, który światową premierę miał na platformie Netflix, dokonał czegoś niezwykłego. Zdobywając aż dziewięć nominacji do Oscara, nie tylko potwierdził swój artystyczny kunszt, ale także postawił branżę przed fundamentalnym pytaniem: gdzie dziś znajduje się centrum najważniejszego kina? Czy to właśnie streaming, a nie tradycyjne sale kinowe, staje się domem dla najbardziej wyczekiwanych i docenianych przez krytyków produkcji?
Hybrydowy sukces: od ekranu smartfona po tysiące sal
Przypadek „Frankensteina” jest symptomatyczny. Film, stworzony z myślą o globalnej publiczności platformy, nie tylko odniósł spektakularny sukces wśród subskrybentów, ale także… wyprzedał ponad 1000 kinowych sal na całym świecie, a zapowiadane są kolejne pokazy. To dowód na to, że podział na „kino” i „streaming” przestaje być czarno-biały. Publiczność chce oglądać wielkie dzieła na wielkim ekranie, nawet jeśli ma je już dostępne w domu.
„To nie chodzi o to, czy film jest lepszy w kinie, czy na Netflixie. Chodzi o to, że dziś może być świetny w obu tych miejscach jednocześnie” – mógłby skomentować ten trend sam del Toro, znany z zamiłowania do kina jako doświadczenia wspólnotowego.
Co mówią twórcy? Priorytety się zmieniają
Jak podkreślają obserwatorzy branży, dla wielu reżyserów kluczowe nie jest już samo miejsce premiery, ale coś innego. Dwoje znanych twórców, których opinie przywołuje oryginalny artykuł, wskazuje, że najważniejsza jest swoboda twórcza i dotarcie do widza. Platformy streamingowe, dysponujące ogromnymi budżetami i oferujące artystyczną autonomię, stały się dla wizjonerów jak del Toro atrakcyjną alternatywą dla studyjnego systemu, który często przedkłada zyski nad artystyczny ryzyk.
Co nas czeka? Przyszłość kina jest hybrydowa
„Frankenstein” nie jest odosobnionym przypadkiem. To część szerszego trendu, w którym granice się zacierają:
- Elitarność vs. dostępność: Film może być jednocześnie kandydatem do Oscara i hitem dostępnym dla milionów w subskrypcji.
- Doświadczenie: Widz sam decyduje, czy chce monumentalną opowieść oglądać w domowym zaciszu, czy w rytuale kinowej sali. Jedno nie wyklucza drugiego.
- Ekonomia: Dystrybucja hybrydowa (kino + streaming) może stać się nowym, stabilnym modelem biznesowym dla dużych produkcji.
Zamiast więc pytać, czy „Frankenstein” jest lepszy w kinie czy na Netflixie, warto zapytać: czy nie jest po prostu znakomitym filmem, którego siła przebija się niezależnie od medium? Sukces dzieła del Toro pokazuje, że branża powoli, ale konsekwentnie, wyrównuje ten dawny podział. Przyszłość może należeć do kinematografii, która istnieje równolegle – święci triumfy na festiwalach, przyciąga tłumy do multipleksów i króluje w rankingach platform. A to dobra wiadomość dla wszystkich, którzy kochają kino w każdej postaci.
Foto: cdn1.naekranie.pl

