Detektyw w konfesjonale: Nowa zagadka Blanc’a
Powrót Benoit Blanc’a, granego z niezachwianym wdziękiem przez Daniela Craiga, to zawsze wydarzenie. Po sukcesach „Na noże” i „Na szkle” Rian Johnson postanowił przenieść swojego słynnego detektywa w zupełnie nowe, mroczniejsze rejony. „Żywy czy martwy” to nie tylko kolejna zagadka kryminalna, to pełnokrwisty thriller z akcją osadzoną w sercu małej parafii, gdzie ściany kościoła skrywają więcej sekretów niż mogłoby się wydawać.
Klimat i miejsce akcji: Kościół pełen podejrzeń
Johnson odchodzi od jaskrawych, nowoczesnych rezydencji znanych z poprzednich części. Tym razem scenerią jest ponury, gotycki kościół w małym miasteczku w stanie Nowy Jork. Ta zmiana jest kluczowa. Kamera Łukasza Żala (znanego m.in. z „Idy” i „Zimnej wojny”) mistrzowsko operuje światłocieniem, tworząc atmosferę niepokoju i klaustrofobii. Świątynia staje się labiryntem, a każda zakrystia i każda nawa kryje potencjalną wskazówkę lub nowego podejrzanego.
Przeniesienie akcji do zamkniętej społeczności parafialnej to strzał w dziesiątkę. Daje to Johnsonowi możliwość zgłębienia tematów wiary, hipokryzji i moralności, które wplata w fabułę kryminalną z charakterystyczną dla siebie zręcznością.
Obsada: Galeria barwnych (i podejrzanych) postaci
Jak to w serii „Na noże” bywa, siłą filmu jest doskonała obsada. Obok Daniela Craiga, który wciela się w Blanc’a z jeszcze większą dozą melancholii i zmęczenia światem, pojawia się plejada znakomitych aktorów:
- Josh Brolin jako Jefferson Wicks, ofiara, której przeszłość okazuje się kluczowa dla rozwiązania zagadki.
- Maya Hawke w roli siostry Alice, młodej zakonnicy o przenikliwym spojrzeniu.
- John Boyega jako proboszcz parafii, który wydaje się wiedzieć więcej, niż jest skłonny powiedzieć.
- Nie zabrakło też cameo jednej z gwiazd poprzednich odsłon, co stanowi miły akcent dla wiernych fanów serii.
- Znakomita, mroczna atmosfera i nowa, intrygująca sceneria.
- Doskonałe aktorstwo, zwłaszcza Daniela Craiga, który wydaje się jeszcze bardziej „w swojej skórze” jako Blanc.
- Inteligentna, wielowarstwowa zagadka.
Każda z tych postaci jest świetnie napisana i zagrana, a ich motywacje pozostają niejasne do samego końca, utrzymując widza w ciągłym napięciu.
Fabuła i konstrukcja zagadki: Nóż wbity w plecy… i w logikę?
Zagadka wydaje się niemożliwa do rozwiązania: morderstwo w zamkniętym pomieszczeniu kościelnym, do którego prowadzą jedne drzwi, a ofiara ma nóż wbity w plecy. Johnson, jak zwykle, bawi się konwencją „locked room mystery”. Sceny dedukcji Blanc’a są błyskotliwe, a momenty komediowe (głównie za sprawą jego nowego, mało rozgarniętego asystenta, granego przez nowicjusza w tej serii) przeplatają się z momentami prawdziwego dramatu.
Niektóre zwroty akcji mogą wydawać się nieco bardziej naciągane niż w poprzednich filmach, a tempo w środkowej części lekko zwalnia. Jednak finalne wyjaśnienie, poprzedzone klasycznym już dla serii monologiem Blanc’a zbierającego wszystkich podejrzanych, jest satysfakcjonujące i logicznie spójne. Film porusza też trudniejsze tematy niż jego poprzednicy, co dodaje mu głębi.
Podsumowanie: Czy warto zasiąść w ławce dla tej zagadki?
„Żywy czy martwy” to udany, choć nieco inny tonowo, kolejny rozdział serii. Rian Johnson nie odtwarza schematu, ale go twórczo rozwija. Mocne strony filmu to:
Do słabszych punktów można zaliczyć nieco wolniejsze tempo w drugim akcie i pewną przewidywalność jednego z wątków pobocznych. Mimo to, jest to film, który z pewnością zadowoli miłośników gatunku i serii. Benoit Blanc wciąż ma wiele do zaoferowania, a jego wizyta w kościele okazuje się jedną z najbardziej intrygujących.
Ocena: 8/10
Foto: cdn1.naekranie.pl

