Fani One Piece czekali na jej występ
Od momentu ogłoszenia produkcji aktorskiej adaptacji kultowego anime One Piece przez Netflix, wśród fanów krążyły gorące spekulacje na temat obsady. Jednym z najbardziej wyczekiwanych nazwisk była Jamie Lee Curtis, legendarna aktorka, która – jak się okazało – sama jest ogromną fanką serii. Wielu widzów uważało ją za idealną kandydatkę do roli ekscentrycznej i mądrej Dr. Kurehy, lekarzki z wyspy Drum.
Proste wyjaśnienie za kulisami
Podczas niedawnej promocji filmu „Sender”, Jamie Lee Curtis postanowiła w końcu rozwiać wszelkie wątpliwości i odpowiedzieć na pytanie, dlaczego ostatecznie nie pojawiła się w serialu. Powód, jak przyznała, jest prosty i – co ciekawe – wcale nie wynika z braku chęci czy konfliktów.
„To był po prostu kwestia czasu i harmonogramu” – można wywnioskować z jej wypowiedzi.
Produkcja pierwszego sezonu One Piece była niezwykle intensywnym i długim procesem, wymagającym od aktorów wielomiesięcznego zaangażowania, często w odległych lokalizacjach. Harmonogram zdjęciowy Curtis najprawdopodobniej kolidował z innymi zobowiązaniami aktorki, uniemożliwiając jej przyjęcie roli, o której sama marzyła.
Przyjaciółka przejmuje rolę
Co ciekawe, rolę Dr. Kurehy ostatecznie otrzymała Katey Sagal, znana m.in. z serialu „Żonaty ze zdjęciem”. Jak się okazuje, Sagal jest dobrą przyjaciółką Jamie Lee Curtis, co nadaje całej sytuacji dodatkowy, ciepły wymiar. Curtis nie tylko nie wyraża żalu, ale wręcz cieszy się, że postać trafiła w tak dobre ręce.
„Katey jest niesamowitą aktorką i doskonale oddała ducha Kurehy” – mogłaby dodać Curtis, gdyby zapytano ją o opinię na temat finałowego efektu.
Co to oznacza dla przyszłości serialu?
Mimo że pierwszy sezon okazał się ogromnym sukcesem, fani wciąż mają nadzieję na pojawienie się Jamie Lee Curtis w potencjalnych kolejnych odsłonach. Postać Dr. Kurehy powraca w późniejszych wątkach mangowej i anime’owej opowieści, dając teoretyczną szansę na realizację tego fankiego marzenia.
- Harmonogram pozostaje główną przeszkodą dla gwiazd tej miary.
- Entuzjazm aktorki dla źródłowego materiału jest autentyczny i powszechnie znany.
- Netflix z pewnością chciałby wykorzystać tak ikoniczną postać w przyszłości.
Ostatecznie historia ta pokazuje, że nawet w świecie wielkich produkcji streamingowych, gdzie wydaje się, że wszystko jest możliwe, czasami zwykłe, prozaiczne czynniki – jak kalendarz – decydują o obsadzie. Mimo to, nadzieja wśród fanów One Piece wciąż żyje.
Foto: cdn1.naekranie.pl

