Powrót mistrza akcji czy kolejne rozczarowanie?
Timur Bekmambetov, reżyser, który dał nam kultowego „Wanted” z Angeliną Jolie, powraca z nowym projektem. „90 minut do wolności” to futurystyczny thriller sci-fi, który ma szansę przywrócić reżysera na szczyt kina gatunkowego. Po niejednoznacznie przyjętych „Ben-Hurze” i „Abrahamie Lincolnie: Łowcy wampirów”, Bekmambetov przez lata eksperymentował z technologią screenlife. Teraz łączy swoje nowatorskie pomysły z klasyczną opowieścią o wyścigu z czasem.
Futurystyczna wizja w służbie napięcia
Akcja filmu rozgrywa się w nieodległej przyszłości, gdzie sztuczna inteligencja przeniknęła każdy aspekt życia. Główny bohater, którego granie pozostaje jedną z najlepiej strzeżonych tajemnic produkcji, zostaje uwięziony w inteligentnym, sterowanym przez SI budynku. Ma tylko tytułowe 90 minut, aby wydostać się na wolność, pokonując zaawansowane zabezpieczenia i własne ograniczenia.
To nie jest film o technologii. To film o ludzkiej woli przetrwania w świecie, który całkowicie ją zdławił – tak o swoim projekcie mówił podobno Bekmambetov w jednym z wywiadów.
Screenlife 2.0: Innowacja czy przeszkoda?
Największą niewiadomą pozostaje zastosowana technologia narracji. Bekmambetov, pionier formatu screenlife („Profil”, „Nieznajomy”), tym razem ma pójść o krok dalej.
- Perspektywa ekranów: Widzowie doświadczają akcji wyłącznie przez interfejsy urządzeń, którymi posługuje się protagonista.
- Immersyjność: Twórcy obiecują, że technika ta ma wciągnąć widza w sam środek akcji, a nie go od niej oddzielić.
- Ryzyko: Format bywa męczący i może dystansować od emocji bohaterów, jeśli nie jest perfekcyjnie wykonany.
Kluczowe pytanie brzmi: czy ta formalna innowacja będzie służyć opowieści, czy ją przytłoczy? Sukces „Wanted” polegał na genialnym połączeniu szalonej akcji z emocjonalną historią. Czy „90 minut do wolności” powtórzy ten sukces?
Warto czy nie warto? Wstępna ocena
Na podstawie dostępnych informacji i zapowiedzi, film rysuje się jako ambitne, ale ryzykowne przedsięwzięcie. Pozytywy są oczywiste: pomysłowy reżyser z wizją, aktualna tematyka SI i napięcie rodem z najlepszych thrillerów. Negatywem może być sam format, który nie każdemu widzowi przypadnie do gustu.
Jeśli Bekmambetov zdołał okiełznać technologię i podporządkować ją opowieści o wolności i człowieczeństwie, możemy otrzymać jeden z ciekawszych filmów sci-fi sezonu. Jeśli jednak forma zdominuje treść, będzie to kolejna ciekawa, ale chłodna technologiczna wizja. Dla fanów kina akcji z polotem i miłośników nowatorskich form narracji – to pozycja obowiązkowa. Dla szukających tradycyjnej, linearnej opowieści – może być to wyzwanie.
Ostateczny werdykt wyda widownia, gdy film trafi na ekrany. Na razie „90 minut do wolności” zapowiada się jako jeden z najodważniejszych i najbardziej wyczekiwanych tytułów najbliższych miesięcy.
Foto: cdn1.naekranie.pl

