Julia Roberts szczerze o kultowej roli sprzed lat
Julia Roberts, ikona Hollywood i odtwórczyni jednej z najsłynniejszych ról w historii kina, w wywiadzie dla Deadline postawiła sprawę jasno. Zapytana, czy na obecnym etapie swojej kariery i życia przyjęłaby rolę Vivian Ward w „Pretty Woman”, udzieliła odpowiedzi, która może zaskoczyć wielbicieli filmu.
Och, to niemożliwe. Mam w sobie teraz zbyt wiele lat i ciężaru świata, że nie…
Ta krótka, lecz wymowna wypowiedź otwiera szerszą dyskusję na temat ewolucji aktorstwa, dojrzałości artystycznej i tego, jak zmienia się perspektywa twórców wraz z upływem czasu.
Rola, która zdefiniowała karierę
Premiera „Pretty Woman” w 1990 roku była momentem przełomowym nie tylko dla romantycznych komedii, ale przede wszystkim dla 22-letniej wówczas Julii Roberts. Film Garry’ego Marshalla, opowiadający historię bogatego biznesmena (Richard Gere) i prostytutki z Hollywood Boulevard, stał się globalnym fenomenem, zarabiając na całym świecie ponad 460 milionów dolarów.
Rola Vivian wyniosła Roberts na szczyt sławy, przynosząc jej pierwszą nominację do Złotego Globu i utrwalając jej wizerunek jako „America’s Sweetheart”. Jednak, jak sugeruje jej dzisiejsza wypowiedź, aktorka postrzega tę postać przez zupełnie inną soczewkę niż trzy dekady temu.
Dojrzałość vs. nostalgia
Odpowiedź Roberts nie jest wyrazem lekceważenia dla swojej przeszłej pracy. Wręcz przeciwnie, zdaje się być świadomym rozpoznaniem dystansu, jaki dzieli doświadczoną, nagradzaną aktorkę (zdobywczynię Oscara za „Erin Brockovich”) od młodej dziewczyny u progu kariery.
„Zbyt wiele lat i ciężaru świata” – to kluczowe sformułowanie. Można je interpretować na kilka sposobów:
- Dojrzałość emocjonalna: Roberts, jako kobieta po sześćdziesiątce, matka i weteranka branży, inaczej podchodzi do wyborów scenariuszowych.
- Odpowiedzialność artystyczna: Współczesne kino, a zwłaszcza dyskurs wokół przedstawiania pewnych tematów, ewoluowało. Fabuła „Pretty Woman”, choć urocza, przez niektórych krytyków jest dziś postrzegana przez pryzmat romantyzowania trudnej rzeczywistości.
- Rozwój osobisty: Aktorka szuka ról, które rezonują z jej obecnym etapem życia i bogatszym doświadczeniem.
Czy „Pretty Woman” powstałby dziś?
Wypowiedź Roberts nieodłącznie prowadzi do pytania o miejsce takich filmów we współczesnym kinie. Romantyczna komedia lat 90., ze swoim specyficznym urokiem i pewną naiwnością, należy do konkretnej epoki.
Dziś twórcy i widzowie częściej oczekują większego realizmu, złożoności postaci i świadomości społecznej. Julia Roberts, poprzez swoje stanowisko, zdaje się to potwierdzać. Jej dzisiejsze role – jak chociażby w serialu „Gaslit” – niosą ze sobą inny rodzaj emocjonalnego i intelektualnego bagażu.
Jej szczerość jest odświeżająca w świecie, w którym celebryci często kurczowo trzymają się swoich dawnych hitów. Pokazuje artystkę, która szanuje swoją przeszłość, ale nie żyje przeszłością. „Pretty Woman” na zawsze pozostanie klejnotem w jej koronie, ale Julia Roberts dawno już przerosła ramy jednej, nawet tak kultowej, roli.
Foto: cdn1.naekranie.pl

