Finansowy fenomen powraca
Kiedy w 2009 roku James Cameron wypuścił na ekrany pierwszego „Avatara”, świat filmu stanął na głowie. Rekordowe zyski, które sięgnęły niemal 3 miliardów dolarów, wydawały się nie do pobicia. Teraz, po latach oczekiwań, do kin trafiła kontynuacja – „Avatar: Ogień i popiół”. I choć sceptycy wieszczyli spadek formy, najnowsze dane z box office’u mówią coś zupełnie innego.
Lepsze tempo niż oryginał
Kluczowym wskaźnikiem sukcesu filmu w dzisiejszych czasach jest nie tylko całkowity dochód, ale również tempo zbierania pieniędzy. I tutaj druga część sagi Pandory prezentuje się znakomicie. Pomimo spadku o 37% w stosunku do weekendu świątecznego w USA, film wciąż zgarnia imponujące kwoty, osiągając w tym kraju 40 milionów dolarów w ostatnim okresie rozliczeniowym.
Do tej pory na samym tylko rynku amerykańskim „Avatar: Ogień i popiół” zebrał 306 milionów dolarów, co przy obecnym tempie sugeruje, że film ma przed sobą jeszcze długą i dochodową drogę.
Co istotne, analitycy zwracają uwagę, że krzywa spadkowa dla „Ognia i popiołu” jest łagodniejsza niż miało to miejsce w przypadku pierwowzoru w podobnym momencie dystrybucji. Oznacza to większą stabilność i trwałe zainteresowanie publiczności.
Cel: 2 miliardy dolarów – realny czy mrzonka?
Przed premierą wiele głosów w branży wątpiło, czy sequel zdoła nawet zbliżyć się do magicznej bariery 2 miliardów dolarów globalnego box office’u. Obecne wyniki każą zweryfikować te pesymistyczne prognozy.
- Silna pozycja międzynarodowa: Film nie opiera się wyłącznie na rynku amerykańskim. Kina na całym świecie, od Azji po Europę, wciąż są wypełnione po brzegi.
- Długi okres wyświetlania: Strategia dystrybucyjna studia 20th Century Studios zakłada długi, wielomiesięczny bieg kinowy, co pozwala na systematyczne zbieranie dochodów.
- Brak poważnej konkurencji: W najbliższych tygodniach na horyzoncie nie widać produkcji, która mogłaby realnie zagrozić dominacji „Avatara” w multipleksach.
Brak jest obecnie twardych dowodów na to, że film nie osiągnie tego pułapu. Wręcz przeciwnie, każdego tygodnia przynosi on kolejne dziesiątki milionów, konsekwentnie zbliżając się do historycznego wyniku.
Co dalej z sagą Pandory?
Sukces „Ognia i popiołu” to nie tylko dobry wynik dla studia, ale również zielone światło dla całej zaplanowanej serii. James Cameron zapowiadał nawet pięć filmów. Obecne zainteresowanie widzów i wynikająca z niego opłacalność produkcji praktycznie gwarantują, że pozostałe części ujrzą światło dzienne. Cameron po raz kolejny udowodnił, że potrafi połączyć nowatorską technologię z uniwersalną, poruszającą opowieścią, która trafia do serc widzów na całym globie. Pandora wciąż ma nam wiele do zaoferowania, a jej box office’owa potęga zdaje się nie mieć końca.
Foto: cdn1.naekranie.pl

