Weteran fantastyki zmienia front
Robert J. Szmidt, autor którego nazwisko od lat kojarzone jest z polską fantastyką, postanowił spróbować sił w zupełnie nowym dla siebie gatunku. Jego najnowsza książka, „Wiem, kiedy umrzesz”, to pierwszy kryminał w pokaźnym i różnorodnym dorobku pisarza. Szmidt, znany czytelnikom z kultowej „Apokalipsy Pana Jana”, powieści osadzonych w Uniwersum Metro 2033 czy własnych cykli space oper, tym razem porzuca kosmos i postapokaliptyczne wizje na rzecz mrocznego śledztwa.
Mocne strony i wyraźne niedosłyszenia
Recenzja powieści Szmidta nie pozostawia wątpliwości – debiut w kryminale można ocenić jako połowicznie udany. Autor, będący również redaktorem naczelnym magazynu „Science Fiction, Fantasy & Horror”„Wiem, kiedy umrzesz”. Fabuła potrafi wciągnąć, a konstrukcja zagadki kryminalnej świadczy o dobrym rozeznaniu w konwencjach gatunku.
Szmidt to postać-instytucja w polskiej fantastyce, a jego wkład w promocję rodzimej literatury jest nie do przecenienia. Jego kryminalny debiut był zatem wydarzeniem wyczekiwanym z dużą ciekawością.
Niestety, według recenzenta, w powieści da się odczuć pewien dysonans. Pomysł na historię jest intrygujący, ale jego wykonanie momentami sprawia wrażenie niedopracowanego. Brakuje tu być może tej finezji w prowadzeniu wątków i budowaniu psychologii postaci, którą czytelnicy znają z najlepszych pozycji kryminalnych. To, co w fantastyce było siłą Szmidta – epicki rozmach, kreowanie niezwykłych światów – w kryminale okazuje się nie do końca wystarczające.
Nowy rozdział czy jednorazowy eksperyment?
Pozostaje pytanie, czy „Wiem, kiedy umrzesz” to początek nowej ścieżki kariery dla Roberta J. Szmidta, czy raczej literacki eksperyment. Książka z pewnością dowodzi, że autor nie boi się wyzwań i wychodzi poza utarte schematy. Jako debiut w gatunku zasługuje na uwagę, choć nie pozbawioną krytycznych uwag.
Dla wieloletnich fanów twórczości Szmidta lektura będzie ciekawym doświadczeniem, pozwalającym zobaczyć ulubionego autora w nowej odsłonie. Dla miłośników kryminału może być interesującym, choć nie rewolucyjnym, głosem w gatunku. „Wiem, kiedy umrzesz” to pozycja, która pokazuje potencjał, ale jednocześnie pozostawia czytelnika z poczuciem, że mogło być lepiej, zwłaszcza biorąc pod uwagę literacki format autora.
Foto: cdn1.naekranie.pl

