Współczesne spojrzenie na ponadczasową opowieść
Na rynku wydawniczym pojawiła się nowa, intrygująca adaptacja Orlanda Wirginii Woolf, która przenosi ponadczasową opowieść o tożsamości, płci i przemijaniu w realia lat dziewięćdziesiątych XX wieku. Ta literacka reinterpretacja, określana jako „lekka, a jednocześnie lśniąca erudycją i przenikliwie mądra”, staje się pretekstem do ponownego namysłu nad uniwersalnymi pytaniami, które stawiała brytyjska modernistka.
Brukselsko-paryskie tło współczesnej Aliny
Główną bohaterką tej adaptacji jest Alina Berger – trzydziestopięcioletnia specjalistka od literatury, której życie zawodowe kręci się wokół słowa pisanego. Akcja rozpoczyna się w momencie, gdy Alina, wracając z seminarium w Paryżu do Brukseli, zatrzymuje się na paryskim dworcu Gare du Nord. To właśnie tam, w kolejowej kawiarni, podejmuje kolejną, jak się wydaje, z wielu prób zmierzenia się z tekstem Woolf.
„Orlando” Wirginii Woolf to powieść tyleż słynna, co przez Alinę zwyczajnie nielubiana – czytamy w opisie. Ta wewnętrzna oporność wobec klasyki staje się punktem wyjścia do głębszej refleksji.
Sytuacja nabiera rumieńców, gdy naprzeciwko znużonej lekturą kobiety siada młody, nieznajomy mężczyzna. Ta przypadkowa dworcowa konfrontacja staje się iskrą, która zapala fabułę, łącząc literacką przeszłość z teraźniejszością bohaterki.
Dlaczego ta adaptacja zasługuje na uwagę?
Przeniesienie akcji Orlanda w czasy współczesne (a przynajmniej w lata 90., które dla młodego czytelnika mogą już być historyczne) to zabieg niezwykle ciekawy. Pozwala on na:
- Uaktualnienie problematyki: Pytania o płynność tożsamości, rolę społeczną a płeć biologiczną, oraz relację między ciałem a duchem są dziś bardziej aktualne niż kiedykolwiek.
- Zderzenie epok: Konfrontacja wyemancypowanej, miejskiej profesjonalistki z początku lat 90. z duchami i konwencjami epoki Woolf tworzy bogate pole do interpretacji.
- Demokratyzację klasyki: Próba „oswojenia” trudnego tekstu poprzez umieszczenie go w recognizowalnych realiach może zachęcić nowe pokolenia do sięgnięcia po oryginał.
„Orlando” w XXI wieku: ciągle ta sama podróż?
Wirginia Woolf napisała Orlanda w 1928 roku, dedykując je swojej kochance, Vita Sackville-West. Była to biografia fantastyczna, w której główny bohater/bohaterka żyje przez kilka stuleci, zmieniając płeć w połowie drogi. To opowieść o sztuce, miłości, czasie i poszukiwaniu siebie.
Nowa adaptacja zdaje się pytać: Czy podróż Orlanda – przez historię i przez własną tożsamość – jest wciąż tą samą podróżą, którą odbywamy dzisiaj? Umieszczenie punktu ciężkości w doświadczeniu czytelniczym Aliny – jej niechęci, zmęczenia, ale i ostatecznego zaangażowania – czyni z tej książki nie tylko adaptację, ale także meta-komentarz na temat recepcji literatury.
Recenzowana pozycja to zatem coś więcej niż zwykłe „przerobienie” klasyki na nowe czasy. To literacki eksperyment, który stara się odnaleźć wspólny język między duchem początku XX wieku a wrażliwością schyłku millenium. Dla miłośników Woolf będzie to na pewno ciekawa, a może i kontrowersyjna, lektura. Dla tych, którzy do tej pory omijali Orlanda szerokim łukiem, może się okazać doskonałym przewodnikiem i zachętą do zmierzenia się z oryginałem. Warto śledzić dalszy ciąg tej brukselsko-paryskiej historii, by przekonać się, czy spotkanie na dworcu okaże się dla Aliny równie przełomowe, jak zmiana płci dla Orlanda.
Foto: cdn1.naekranie.pl

