Niepewna przyszłość Pandory
Mimo że „Avatar: Ogień i popiół” wciąż zbiera obfite żniwo w światowych kinach, przyszłość całej sagi stoi pod znakiem zapytania. Sam James Cameron, wizjoner i reżyser epopei o niebieskich Na’vi, w ostatnich wypowiedziach zachowuje daleko idącą ostrożność co do realizacji części czwartej i piątej. Okazuje się, że twórca ma już przygotowany konkretny scenariusz działania na wypadek, gdyby studio zrezygnowało z dokończenia monumentalnego cyklu.
Warunek sine qua non: sukces finansowy
Cameron wielokrotnie podkreślał, że kluczem do kontynuowania przygody na Pandorze jest komercyjny triumf trzeciej odsłony. W rozmowach z mediami jasno stawia sprawę:
Najpierw „Avatar: Ogień i popiół” musi zarobić, by w ogóle można było rozmawiać i planować dwie ostatnie części sagi.
To pragmatyczne podejście mistrza kina blockbusterów nie powinno dziwić. Każda z części „Avatara” to jedna z najdroższych produkcji w historii filmu, a ich opłacalność musi być pewna, zanim studio zielonknie światło dla kolejnych miliardowych inwestycji. Scenariusze do części czwartej i piątej są, jak ujawnia reżyser, gotowe od lat, czekając jedynie na ostateczną decyzję.
Plan B Jamesa Camerona
Co zatem stanie się, jeśli „Avatar 3” nie spełni (co wydaje się mało prawdopodobne) oczekiwań finansowych studia? Cameron przyznaje, że ma przygotowany alternatywny plan, który pozwoliłby na godne zamknięcie wątków nawet bez realizacji dwóch ostatnich filmów. Choć szczegóły tego scenariusza trzyma w tajemnicy, można się domyślać, że chodzi o możliwość przepisania zakończenia trzeciej części tak, by służyło ono jako finał całej sagi.
Możliwe opcje to:
- Rozszerzenie narracji „Ognia i popiołu” o kluczowe elementy z planowanych sequeli.
- Stworzenie dodatkowego materiału w formie serialu lub filmu dla platform streamingowych, który dokończyłby historię.
- Przekazanie pałeczki w formie powieści lub komiksu, które wyjaśnią losy Jake’a Sully’ego i Neytiri.
Presja oczekiwań a artystyczna wizja
Sytuacja Camerona jest niezwykle ciekawa z punktu widzenia współczesnego kinematograficznego przemysłu. Z jednej strony mamy artystę, który od dekad przesuwa granice technologii filmowej, a z drug strony – twarde realia biznesu, gdzie nawet najwspanialsza wizja musi przełożyć się na zysk. Reżyser zdaje się balansować pomiędzy tymi dwoma biegunami, nie chcąc zapeszać, ale też będąc przygotowanym na każdy rozwój wypadków.
Fani sagi mogą jednak odetchnąć z ulgą. Biorąc pod uwagę dotychczasowe wyniki box-office’owe poprzednich części oraz wciąż silną pozycję marki „Avatar”, szanse na to, że obejrzymy zarówno czwartą, jak i piątą odsłonę, są bardzo wysokie. Plan awaryjny Camerona to przede wszystkim przejaw profesjonalizmu i odpowiedzialności za wieloletni projekt, a nie sygnał o rychłym końcu podróży na Pandorę. Ostateczna decyzja prawdopodobnie zapadnie w ciągu najbliższych miesięcy, gdy opadnie kurz po kinowym rejsie „Ognia i popiołu”.
Foto: cdn1.naekranie.pl

