Wiecznie żywy duch Bożego Narodzenia
Co kilka lat, jak dobrze znany rytuał, na ekrany kin i telewizorów powraca opowieść o skąpcu, który pod wpływem wizyty trzech duchów odnajduje w sobie człowieczeństwo. Opowieść wigilijna Charlesa Dickensa to nie tylko klasyka literatury, ale i fenomen popkulturowy o niesłabnącej sile rażenia. Dlaczego właśnie ta, licząca już ponad 180 lat historia, wciąż inspiruje twórców i fascynuje widzów?
Uniwersalny rdzeń moralny
Klucz do długowieczności tej opowieści tkwi w jej uniwersalności. Fabuła, osadzona w wiktoriańskim Londynie, opowiada o sprawach fundamentalnych dla ludzkiej egzystencji, niezależnie od epoki:
- Przemiana wewnętrzna: Scrooge to archetyp człowieka zagubionego w materializmie, który odkrywa, że prawdziwe bogactwo leży w relacjach i empatii.
- Odwracalność losu: Historia daje nadzieję, że na zmianę nigdy nie jest za późno, a nasze życie jest sumą wyborów.
- Krytyka społeczna: Dickensowska wizja nierówności, wyzysku i samotności w tłumie pozostaje boleśnie aktualna.
Jak zauważają krytycy, jest to opowieść o drugiej szansie – koncept, z którym każdy z nas, w mniejszym lub większym stopniu, może się utożsamić.
Nieśmiertelna struktura, która przyjmuje każdą formę
Elastyczność narracyjna „Opowieści wigilijnej” jest drugim filarem jej sukcesu. Kanoniczna struktura – wizyta Ducha Przyszłych, Teraźniejszych i Przyszłych Wigilii – stanowi szkielet, na którym można osadzić niemal dowolny kostium gatunkowy.
To opowieść tak doskonała formalnie, że działa jak szablon. Możesz w nią wlać ducha komedii romantycznej, mrocznego horroru, animacji dla dzieci czy współczesnej satyry społecznej, a jej moralny przekaz i tak przebije się z całą siłą.
Dzięki temu widzieliśmy Scrooge’a jako animowaną kaczkę w produkcji Disneya (Kacza opowieść), Billa Murraya w komedii „Co się zdarzyło w Wigilię?” czy nawet w wersji fantasy z duchami w rolach głównych. Każda epoka znajduje w tej historii własny język i własne lęki, które można przepracować poprzez znaną wszystkim opowieść.
Potrzeba rytuału i nostalgii
W dobie niepewności i ciągłych zmian, „Opowieść wigilijna” oferuje poczucie stabilności i powrotu do korzeni. Jej coroczne (lub prawie coroczne) adaptacje stały się swoistym kulturowym rytuałem świątecznym, podobnym do ubierania choinki czy śpiewania kolęd. Dla widzów to spotkanie z dobrze znaną historią jest formą nostalgicznej podróży i potwierdzeniem odwiecznych wartości.
Dla twórców zaś, sięgnięcie po Dickensa to często próba zmierzenia się z kanonem, złożenia hołdu lub sparafrazowania go na nowe czasy. To wyzwanie artystyczne, które – gdy się uda – gwarantuje zarówno uznanie krytyki, jak i ciepłe przyjęcie przez szeroką publiczność.
Scrooge wiecznie żywy. Co dalej?
Zapowiedzi kolejnych adaptacji, w tym wersji z wykorzystaniem najnowszych technologii czy osadzonych w zupełnie nowych realiach, dowodzą, że fenomen ma się doskonale. Historia Ebenezera Scrooge’a przetrwała rewolucje przemysłowe, wojny światowe i narodziny ery cyfrowej. Jej siła tkwi w prostocie przekazu, który mówi: „Człowieku, obejrzyj swoje życie. Możesz być lepszy. Zacznij dziś”.
Dopóki jako ludzie będziemy potrzebowali przypomnienia o tym, co w życiu naprawdę ważne, dopóty duch Dickensa i jego najsłynniejszy bohater będą nawiedzać nasze ekrany. I dobrze.
Foto: cdn1.naekranie.pl

