Reżyserski debiut Kristen Stewart to intymny portret artystki w bólu
Kristen Stewart, znana szerokiej publiczności przede wszystkim z roli Belli w serii „Zmierzch”, postanowiła zmierzyć się z zupełnie innym wyzwaniem. Jej reżyserski debiut pełnometrażowy, „Chronologia wody”, to nie hollywoodzka produkcja, ale kameralne, boleśnie szczere studium życia i twórczości. Film, oparty na autobiograficznej powieści Lidii Yuknavitch, miał swoją polską premierę podczas American Film Festival 2025, wzbudzając mieszane, ale głęboko refleksyjne emocje.
Kim jest Lidia Yuknavitch i dlaczego jej historia jest warta ekranizacji?
Lidia Yuknavitch nie jest postacią tak rozpoznawalną jak Hemingway czy Woolf, których biografie regularnie trafiają na wielki ekran. To amerykańska pisarka, której twórczość krąży wokół tematów traumy, cielesności, straty i odrodzenia. Jej życie, naznaczone osobistymi tragediami, uzależnieniami i walką o głos, stanowi surowy, nieoszlifowany diament – materiał idealny dla kina, które nie boi się mierzyć z ciemnością.
Filmy biograficzne mają na celu przede wszystkim pokazywać życie danej osoby i wyjaśnić, dlaczego jest to warte opowiedzenia.
Stewart nie wybiera łatwej drogi. Zamiast linearniej opowieści o sukcesie, proponuje widzom „chronologię” rozumianą jako płynna, nielinearna struktura wspomnień, emocji i obrazów. To decyzja ryzykowna, ale niepozbawiona artystycznej odwagi.
Forma jako odzwierciedlenie treści: woda, pamięć i kino
Tytułowa „woda” to nie tylko metafora, ale kluczowy element języka filmowego. Obrazy tonięcia, pływania, łez i oczyszczenia przeplatają się z sekwencjami z życia Yuknavitch. Stewart, współpracując z operatorem, buduje świat, który jest zarazem oniryczny i brutalnie realny. Kamera bywa niepokojąco blisko bohaterki, niczym intymny, czasem natrętny obserwator jej upadków i momentów katharsis.
Film unika prostych odpowiedzi i taniej psychologizacji. Nie dowiadujemy się, „dlaczego” bohaterka jest uzależniona czy przeżywa kolejne załamania. Zamiast tego doświadczamy z nią fragmentów życia, które układają się w mozaikę cierpienia i kreatywności. To kino wymagające, które od widza oczekuje aktywnego współuczestnictwa w dekodowaniu emocji i symboli.
Siły i słabości reżyserskiego debiutu
Mocne strony filmu są niezaprzeczalne:
- Odwaga formalna: Stewart nie boi się eksperymentować z narracją, co w kontekście biopiku jest działaniem świeżym.
- Intymność: Film osiąga rzadki poziom emocjonalnej szczerości, unikając patosu.
- Wizualna spójność: Metafora wody jest konsekwentnie i pięknie prowadzona przez cały metraż.
Jednak „Chronologia wody” to także film, który może odstraszyć części widowni. Jego psychologiczna złożoność i nieoczywista struktura wymagają cierpliwości. Momentami można odnieść wrażenie, że reżyserka tak bardzo skupia się na nastroju i formie, że gubi nieco klarowność opowieści. To dzieło bardziej „o stanie duszy” niż o konkretnych wydarzeniach.
Podsumowanie: Dla kogo jest „Chronologia wody”?
Kristen Stewart zrealizowała film, który jest przede wszystkim artystycznym oświadczeniem. To nie jest rozrywkowe kino na piątkowy wieczór, ale intensywne, autorskie doświadczenie. „Chronologia wody” spodoba się widzom poszukującym w kinie czegoś więcej niż fabuły – osobom zainteresowanym psychologią twórczości, mechanizmami pamięci oraz tym, jak sztuka może rodzić się z osobistego piekła. Mimo pewnych potknięć narracyjnych, jest to debiut dojrzały, świadomy i zapowiadający interesującą ścieżkę reżyserską dla byłej gwiazdy „Zmierzchu”. Film pozostaje w pamięci jak głęboka, niepokojąca rana, która jednak powoli zaczyna się zabliźniać.
Foto: cdn1.naekranie.pl

