Kolejna odsłona szaleństwa na Dysku
W świecie, gdzie magia jest codziennością, a logika często idzie na urlop, powraca jeden z najsłynniejszych tchórzy w historii fantasy. Terry Pratchett w „Czarodzicielstwie” po raz kolejny zabiera czytelników w podróż po Płaskim Świecie, gdzie nic nie jest takie, jakie się wydaje, a każda epicka konwencja zostaje wywrócona do góry nogami z charakterystycznym dla siebie, ciętym humorem.
Rincewind, czyli bohater wbrew sobie
Głównym motorem napędowym tej historii jest, a jakże, Rincewind – mag, którego jedyną prawdziwą umiejętnością jest sztuka przetrwania, najczęściej za pomocą szybkiej ucieczki. Pratchett nie zostawia suchej nitki na archetypie dzielnego bohatera, kreując postać, która najchętniej unikałaby jakiegokolwiek centrum wydarzeń.
„Czarodzicielstwo bierze wszystko, co znamy z klasycznej literatury fantasy – prorocze narodziny ósmego syna ósmego syna, legendarne artefakty, epickie moce – i wywraca to do góry nogami.”
To właśnie ta dekonstrukcja znanych motywów stanowi siłę prozy Pratchetta. Czytelnik, zamiast śledzić heroiczne czyny, obserwuje desperackie próby uniknięcia heroizmu, co paradoksalnie prowadzi do sytuacji jeszcze bardziej absurdalnych i zabawnych.
Chaos jako zasada organizująca
Fabuła „Czarodzicielstwa” kręci się wokół pojawienia się tytułowego czarodziciela-źródła, ósmego syna ósmego syna, który – zgodnie z prastarymi przepowiedniami – ma nieść ze sobą niewyobrażalną moc. W klasycznym fantasy byłby to moment na wielką, epicką misję. U Pratchetta jest to pretekst do serii nieporozumień, komicznych wpadek i totalnego zamętu, w który mimowolnie wpada nasz „bohater”.
Pratchettowska magia nie jest uporządkowanym systemem, lecz żywiołem, który wymyka się spod kontroli, a jej użytkownicy często są jej pierwszymi ofiarami. W tym świecie:
- Artefakty mają więcej rozumu niż ich posiadacze.
- Proroctwa spełniają się w najbardziej niezręczny sposób.
- A logika ustępuje miejsca czystemu, surrealistycznemu humorowi.
Dlaczego warto wrócić do tej historii?
„Czarodzicielstwo” to nie tylko komedia pomyłek osadzona w fantasyjnych dekoracjach. To także głęboka, choć podszyta śmiechem, refleksja na temat przeznaczenia, heroizmu i absurdu ludzkich (oraz nieludzkich) dążeń. Pratchett z niezrównaną wprawą balansuje pomiędzy gagami a momentami zadumy, tworząc narrację, która bawi, ale i skłania do myślenia.
Dla fanów serii o Świecie Dysku to pozycja obowiązkowa, stanowiąca kamień milowy w przygodach Rincewinda. Dla nowych czytelników może być doskonałym wprowadzeniem do uniwersum, gdzie nic nie jest święte, a największą mądrością jest czasem po prostu… umiejętność dobrej ucieczki. To literatura, która nie starzeje się, a jej humor i trafne spostrzeżenia dotyczące natury świata wciąż pozostają aktualne.
Foto: cdn1.naekranie.pl

