Kultowa piosenka w nowej odsłonie
Po 63 latach od premiery legendarnego utworu „Monster Mash”, który od pokoleń uznawany jest za nieoficjalny hymn Halloween, wreszcie doczekamy się jego filmowej adaptacji. Jak donoszą źródła branżowe, projektem zajmie się wytwórnia Miramax, co budzi ogromne oczekiwania wśród fanów klasycznych horrorów i animacji.
Dlaczego to tak wyjątkowa wiadomość?
Utwór Bobby’ego Picketta, który po raz pierwszy zabrzmiał w 1962 roku, od dziesięcioleci stanowi nieodłączny element święta duchów. Co ciekawe, piosenka regularnie powraca na listy przebojów w okresie halloweenowym, co świadczy o jej ponadczasowym charakterze i niesłabnącej popularności.
Monster Mash to nie tylko piosenka
- to kulturalny fenomen, który przetrwał próbę czasu i wciąż bawi kolejne pokolenia
Kto stoi za projektem?
Za realizację tego ambitnego przedsięwzięcia odpowiada Jonathan Glickman, dyrektor generalny Miramax. To właśnie on nabył prawa do adaptacji od Reservoir i Capizzi Music Co. Glickman ma na koncie wiele sukcesów, w tym współpracę przy głośnym hicie Netflixa, co pozwala sądzić, że projekt trafi w ręce doświadczonych twórców.
Co wiemy o filmie?
- Będzie to produkcja animowana
- Miramax odpowiada za rozwój projektu
- Prawa nabyto od oryginalnych właścicieli
- Producent ma doświadczenie w tworzeniu hitów streamingowych
Choć szczegóły fabuły pozostają na razie tajemnicą, można się spodziewać, że film wykorzysta charakterystyczny humor i klimat oryginalnej piosenki. „Monster Mash” opowiada przecież o naukowcu, który o północy obserwuje, jak różne potwory tańczą do rytmu stworzonej przez niego muzyki.
Decyzja o stworzeniu filmu po 63 latach od premiery utworu wydaje się niezwykle trafiona. W dobie nostalgii i powrotów do klasyki, taki projekt ma szansę odnieść ogromny sukces zarówno wśród starszych widzów, którzy pamiętają oryginał, jak i młodszego pokolenia, dopiero odkrywającego uroki halloweenowych tradycji.
Foto: www.unsplash.com

