Nowa interpretacja wiekopomnego dzieła
Guillermo del Toro, mistrz kina fantasy i horroru, ponownie sięga po literacki klasyk. Jego najnowsza adaptacja Frankensteina Mary Shelley, która już wkrótce zadebiutuje na Netflixie, przynosi zaskakujące zmiany względem oryginalnej powieści. Najbardziej kontrowersyjną okazuje się diametralna modyfikacja zakończenia, która może zaskoczyć nawet najbardziej zagorzałych fanów historii o Wiktorze Frankensteinie i jego stworze.
Wierność z nutą artystycznej wolności
Del Toro wielokrotnie podkreślał swoje uwielbienie dla oryginalnej powieści Shelley i obiecywał wierną adaptację. Jednak, jak się okazuje, reżyser pozwolił sobie na znaczące odstępstwa od literackiego pierwowzoru. Zmiana zakończenia nie jest jedyną modyfikacją, ale z całą pewnością najbardziej znaczącą w kontekście całej opowieści.
Klasyczne historie wymagają czasem nowego odczytania, by pozostały aktualne dla współczesnego widza
Co zmienia nowe zakończenie?
W oryginalnej powieści Mary Shelley, historia kończy się tragicznie
- zarówno dla Frankensteina, jak i jego stworzenia. Nowa wersja Del Toro proponuje zupełnie inne rozwiązanie narracyjne, które:
- Nadaje nowy kontekst relacji między stwórcą a stworzeniem
- Wprowadza elementy nadziei tam, gdzie pierwowzór oferował jedynie rozpacz
- Zmienia perspektywę moralną całej opowieści
Artystyczna wizja kontra literacka tradycja
Del Toro zawsze słynął z własnego, niepowtarzalnego stylu. Jego poprzednie filmy, takie jak Labirynt Fauna czy Kształt wody, pokazują, że potrafi on łączyć głębokie humanistyczne przesłanie z wizualną feerią. W przypadku Frankensteina wydaje się, że reżyser postanowił pójść o krok dalej, kwestionując samo sedno oryginalnej historii.
Zmiana zakończenia nie jest przypadkowa – wynika z przemyślanej interpretacji tekstu Shelley i chęci dostosowania go do współczesnych realiów. Del Toro zdaje się pytać: co dziś oznaczałoby stworzenie życia i jakie byłyby konsekwencje takiego czynu?
Reakcje krytyków i widzów
Ci, którzy mieli już okazję zobaczyć film, są podzieleni. Niektórzy chwalą odwagę reżysera i świeże spojrzenie na znaną historię, inni zarzucają mu zdradę ducha oryginału. Bez wątpienia jednak zmiana zakończenia sprawia, że ta adaptacja stanie się jednym z najbardziej dyskutowanych filmów sezonu.
Netflix inwestujący w tak śmiałe artystycznie produkcje pokazuje, że platforma wciąż stawia na różnorodność i odwagę twórczą. Frankenstein Del Toro może nie zadowolić purystów literackich, ale z całą pewnością zapewni widzom materiał do przemyśleń i gorących dyskusji na długie tygodnie.
Foto: www.unsplash.com

